Rozdział II
Nowy dzień
Nowy dzień
Ze snu wyrwał go złowrogi dźwięk budzika, ten sam, co zawsze i jedyny, z którym nie był w stanie walczyć. Powoli zwlókł się z wygrzanego łóżka i udał się do łazienki. W między czasie odruchowo włączył radio i znieruchomiał.
Nad ranem w centrum Krakowa znaleziono ciała dwóch mężczyzn w wieku 16 i 25 lat – beznamiętnie wypowiadał słowa czytane z kartki kobiecy głos – ciała nie noszą śladów pobicia, ciosów zadawanych ostrym narzędziem bądź ran postrzałowych – kontynuował głos – policja nie wyklucza jednak morderstwa. Nie słuchał dalej. Ani słowa o walkach kibiców lub porachunkach mafijnych – pomyślał z rozczarowaniem. Czyżby nie zauważyli śladów na szyi? Być może nie podali tego do publicznej wiadomości, żeby niepotrzebnie nie wywoływać paniki – zreflektował się natychmiast. Ci, którzy powinni się bać i tak o nim usłyszą – uśmiechając się do swoich myśli otworzył drzwi łazienki i zrzucił z siebie piżamę.
---
O 4:47 znajdując się w półśnie starszy sierżant Michał Malinka pełniący dyżur w komisariacie policji na krakowskim Rynku odebrał zgłoszenie od jednego ze swoich ludzi.
- Szefie! Na Poselskiej znaleźliśmy dwóch nieboszczyków! Myślę, że powinien pan to zobaczyć! – meldował młodszy posterunkowy Jacek Pokrzywa w czasie gdy jego partner młodszy posterunkowy Adam Wrzos przyglądał się zwłokom.
- Nie możecie sami się tym zająć? – zapytał ospale Malinka.
- Możemy, jednak ci dwaj nie wyglądają na zwykłe trupy. Lepiej, żeby pan to sam zobaczył zanim przyjadą tutaj kryminalni – nie poddawał się Pokrzywa.
- Dobra Pokrzywa! Nie ruszajcie mi się stamtąd. Będę za pięć minut. – odparł narzucając na siebie kurtkę i udając w stronę zaparkowanego na zewnątrz komisariatu radiowozu.
- Co też takiego interesującego jest w tych trupach, że zmusiło was do ściągania mnie tutaj w taki mróz? – zapytał chłodno.
- To szefie! – odpowiedział Pokrzywa pokazując na ślad na szyi obwieszonego łańcuchami. Drugi ma to samo!
- O kurwa! – zaklął szpetnie Malinka – myślałem, że takie rzeczy to tylko na filmach można zobaczyć. Trzeba będzie to zgłosić przełożonym, a teraz zawiadomcie, kogo trzeba.
- Powiadomieni szefie! – wykrzyknął Wrzos.
- Świetnie! Poczekajcie tutaj na nich i sprawdźcie czy nie maja przy sobie dokumentów? Jak skończycie chcę was widzieć u siebie – powiedział udając się w stronę zaparkowanego samochodu, którym przyjechał.
- Tak jest szefie! – wyrzucili z siebie obydwaj.
---
Dopił poranną herbatę. Skończył nacierać twarz i dłonie specjalnym kremem z filtrem. Co prawda świetnie przystosował się do życia w dzień, jednak jego skóra była zdecydowanie bardziej wrażliwa od skóry przeciętnego człowieka. Nie chciał ryzykować niepotrzebnego oparzenia. Picie herbaty też było bardziej wymuszone niż było związane z konkretnymi procesami życiowymi. Przyzwyczaił się jednak do tego poranne rytuału i nawet od jakiegoś czasu zaczął wyczuwać jej smak.Zabrał swojego laptopa i identyfikator będący jednocześnie kartą wstępu do firmy, w której pracował i zszedł do garażu. Nacisnął guzik na pilocie zwalniając blokadę centralnego zamka. Otworzył drzwi i usiadł wygodnie z kierownicą swojego srebrnego Saaba 9-3 Convertible w wersji Aero. Ta 250-cio konna bestia zapewniała zupełną swobodę w poruszaniu się po drogach, co w połączeniu z wygodą wnętrza oraz piękną linia nadwozia stanowiło idealną całość. Łudził się ponadto, że może taki gustowny kabriolet przyciągnie do niego przedstawicielki płci pięknej. Teraz wydawało się nie mieć to dla niego znaczenia. Pochłaniała go nieustanna myśl o Niej. Od bardzo dawna nie towarzyszyły mu tak silne uczucia. Każde zamienione z Nią słowo dodawało mu sił, każda chwila rozstania wywoływała pustkę i przygnębienie. Nie dowiedział się jeszcze czy Ona odwzajemnia jego uczucia. Miał problemy z dosłownym ich wyrażeniem. Bał się odrzucenia.
W zatrudniającej go firmie musiano wiele spekulować na temat jego osoby. Skąd ten młody chłopak, będący zwykłym pracownikiem z kilkuletnim zaledwie stażem bierze pieniądze na utrzymanie pięknego domu i luksusowego samochodu? Nikt nie widział, żeby ich kolega wygrał w „Totka”, chociaż widywano go, gdy kupował los. Nie interesowało go to. Zresztą nikt nigdy go o to nie pytał, a on nie uważał za konieczne opowiadanie o tym. Nie zwykł zbytnio afiszować się ze swoim bogactwem, aczkolwiek od czasu do czasu pozwalał sobie na odrobinę luksusu nie wykraczając poza granice dobrego smaku i zdrowego rozsądku. Nacisnąwszy odpowiednią kombinację klawiszy na drugim pilocie spowodował otwarcie się bramy garażowej. Poranek był piękny. Może złożę dach – zapytał się swoich myśli – tak też zrobię – odpowiedziały. Ruszył. Czekało go ok. 20 minut drogi. W głośnikach rozbrzmiewały rockowe takty płynące z krakowskiej częstotliwości 100,5 FM.
---
Była prawie 6:30, gdy Pokrzywa z Wrzosem dotarli na posterunek. Malinka nie ciekawszy nawet sekundy wypalił w ich stronę.
- I co tam macie? Meldować!
- Dwa trupy – starał się zdobyć na żart Wrzos.
- To już wiem Wrzos! Nie róbcie ze mnie durnia! Pytam o pozostałe fakty! – gniewnie zareagował Malinka, dając wyraźnie do zrozumienia, że nie ma ochoty na jakiekolwiek żarty.
- Z dokumentów, które mieli przy sobie wynika, że ten starszy, z pewnością ten z łańcuchami, to Dariusz Tomel, lat 25, zamieszkały na os. Dywizjonu 303. Ten drugi – kontynuował spokojnie Pokrzywa – to niejaki Konrad Mącek, lat 16, zamieszkały na os. Oświecenia, uczeń Gimnazjum nr 39.
- Wrzos sprawdź ich natychmiast w rejestrze – wydał polecenie Malinka – Wiemy coś jeszcze?
- Tak – odparł Pokrzywa – Ze wstępnych ustaleń wynika, że obydwaj znalezienie nie zostali obrabowani. Nie zginęła żadnych z ich rzeczy osobistych. Dokumenty i pieniądze nie nosiły śladów zetknięcia z osobą trzecią. Zatem możemy chyba swobodnie wykluczyć motyw rabunkowy – dedukował Pokrzywa.
- To co? Sami się zabili? I skąd te przeklęte ślady na szyjach? – denerwował się Malinka, nie mogąc znaleźć jednoznacznej odpowiedzi na swoje pytania.
- Szefie mam coś – wykrzyknął Wrzos.
- Mów – padło beznamiętnie z ust Malinki.
- Starszy z odnalezionych – rozpoczął spokojnie Wrzos – miał na swoim koncie kilka włamań do samochodów w rejonie swojego zamieszkania. Do tego doszło kilka zatrzymań w wyniku udziału w osiedlowych bójkach oraz kilka napadów i wymuszeń, głównie na swoich rówieśnikach z nowohuckich i. Na zakończenie kilka nieistotnych upomnień za zakłócanie ciszy nocnej. To wszystko od 15 roku życia – zakończył Wrzos.
- Biedaczek chciał wypłynąć na szerokie wody, a tutaj taki pech – zakpił Pokrzywa.
- Panowie! Bądźcie poważni – zagrzmiał Malinka. Co wiemy o tym drugim?
- Drugi nie miał jeszcze szansy się wykazać i zapisać czymś szczególnym w naszych kartotekach. Jedyny wpis związany z jego osobą pochodzi sprzed miesiąca i dotyczy zakłócania ciszy nocnej. Miał to chyba być jego chrzest bojowy? – pytająco, podsumował Wrzos.
- Wygląda, zatem jakby ktoś nas wyręczał w robocie – zdobył się na refleksję Malinka - Dobra robota! Spiszcie mi to teraz w raportach, a ja zabieram się za swój. Tylko odnotować wyraźnie, że o tych śladach na szyi to „do użytku wewnętrznego”, bo jak się dziennikarze dowiedzą to zrobi się niepotrzebna sensacja – zalecił Malinka.
- Szefie? – zapytał Pokrzywa.
- Tak?
- Bo mnie to wygląda jakbyśmy w Krakowie mieli jakiegoś Batmana – wycedził nieśmiało Pokrzywa – On też pomagał słabszym przy świetle księżyca.
- Czy ty do końca zwariowałeś? – uniósł się Malinka – Zabierz się lepiej za pisanie tego raportu i nie umieszczaj tam przypadkiem swoich wynurzeń.
- Przepraszam szefie! – odparł skruszony. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy jak trafnie ocenił sytuację. Odniósł wrażenie, że jego szef też był tego świadomy. Nie mylił się. Malinka też podejrzewał coś niezwykłego.
---
Dzień w pracy był pozbawiony jakichkolwiek spektakularnych i godnych odnotowania wydarzeń. Ktoś przy kawie ekscytował się porannymi doniesieniami o znalezieniu dwóch ciał w centrum Krakowa. Od razu pojawiły się spekulacje o waśniach między kibicami, o gangsterskich porachunkach czy naruszeniu terenu dystrybucji narkotyków. Nie wdawał się nigdy w takie dyskusje. Słuchał ich raczej z politowaniem, chociaż gdzieś w głębi podziwiał wszystkich, którzy toczyli zażarte polemiczne spory nie mając najmniejszego pojęcia, o czym w danym momencie mówią. Każdy z rozmówców starał się udowodnić innym, że jego informacje pochodzą z najpewniejszego źródła, a przedstawiane argumenty niepodważalne. Ot, taka ludzka słabość połączona z chęcią stałej dominacji.
Usiadł spowrotem przy swoim biurku. Zaczął wystukiwać kolejne znaki na klawiaturze komputera stanowiącego główne narzędzie jego pracy. Niespodziewanie pojawiło się znowu. To uczucie, którego pochodzenia nie potrafił sobie wytłumaczyć. Musiał je nabyć w chwili, gdy przestał być człowiekiem. Nie lubił, gdy zdarzało się to w czasie pracy. Praktycznie nieruchomiał na kilka sekund i nie odbierał żadnych bodźców ze świata zewnętrznego. Jego wnętrze wypełniał chłód. Miał wrażenie, jakby ktoś umyślnie wlewał mu do gardła ciekły azot. Wiedział, że i tej nocy nie będzie długo spał.
Wstał. Po takim napadzie musiał się poruszać. Wyszedł na korytarz. Z przeciwka szła Ona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz